McFly Story 1
McFly Story 2
McFly Story 3
McFly Story 3-2
Port Clements
Bohaterowie
Others


28.05.2011
Parę minut po północy.
Co ja najlepszego wyprawiam? A gdy się wróci i mnie zastanie w swoim mieszkaniu? Cholera musze poznać prawdę.
Przebiegłam na drugą stronę ulicy i zaczęłam się zbliżać do małego domu. Okno w kuchni było uchylone i z łatwością przecisnęłam rękę prze nie i udało mi się otworzyć drugą połowę. Po chwili byłam w środku. Było potwornie cicho. Przeszłam przez wąski korytarz do jego biura. Wiedziałam gdzie się znajduje. Gdy byłam tu ostatni raz, pokazał mi wszytki pokoje oprócz tego. Sięgnęłam po klamkę. Drzwi nie były zamknięte, powoli weszłam do środka z tylniej kieszeni wyjęłam małą latarkę. Jeśli cos ukrywa na pewno to jest tu. Zaczęłam przeszukiwać biurko, ale nic nie znalazłam. Z szpiegowskich filmach, kryjówki znajdują się za regałami. Zaczęłam wysuwać książki po kolej z nadzieją, że, któraś z nich to klamka. Bez rezultatów.
Podskoczyłam, gdy usłyszałam jakiś skrzypniecie jakby drzwi.
- Wrócił. – Szepnęłam i wtedy zobaczyłam to. Do ściany było poprzyklejane mnóstwo zdjęć. Lena! Samer, Alan. – Zatkałam sobie usta dłonią, aby nie krzyczeć, gdy zobaczyłam i siebie.
Drzwi się otworzyły.
- Co tu robisz?
. . . . .
W tym samym czasie.
Widział, że się boi, drży za strachu. Jej niebieska sukienka przemokła a długie włosy przywarły do pleców. Szła szybko, ale nie biegła, co jakiś czas się odwracała, ale nie mogła dostrzec jego twarzy wtedy by się zatrzymała na pewno by się zatrzymała. Zaczekam jeszcze chwile i wtedy złapie ją już mu nie ucieknie nikt nie będzie wiedzieć gdzie się podziewa.
Przeklinała siebie, że nie zabrała ze sobą komórki. Przystanęła na rozwidleniu dwóch dróżek, skręciła w prawo i zaczęła już biec. Dostrzegła kogoś przed sobą. Ktoś zaczął się szybko do niej zbliżać przystanęła, łzy zlały się z deszczem. Odbiegł do niej i przytulił do siebie. Chciała się wyrwać.
- Już spokojnie to ja Danny.
- Danny? – Spojrzała na jego twarz.
- A kogo się spodziewałaś? – Odwróciła się w stronę skąd biegła nikogo nie było.
- Śledziłeś mnie? – Wskazała za siebie.
- Szukałem cie, Samer mi powiedziała, że wyszłaś jakąś godzinę temu, wiem, że lubisz chodzić do tego parku.
- Ale czy szedłeś za mną?
- Nie, weszłam tamtym wejściem dopiero teraz cię zobaczyłem. Przemokłaś cała. – Zdął swoją kurtkę i przykrył ją.
- Danny chyba mnie ktoś śledził to znaczy jestem pewna.
- Kto?
- Nie wiem, ale całą drogę szedł za mną.
- O tej porze nie dziwie się, że ktoś za tobą szedł. To na pewno jakiś zboczeniec.
- Tak myślisz?
- Jestem pewien. – Zacisnął zęby. Był zły na siebie, że musi ja okłamywać.
. . . .
- Co ty tu robisz do cholery!? – Wrzasnął na mnie, przywarłam do ściany. – Czego tu szukasz? – Nie mogłam odpowiedzieć. Złapał mnie za ramie i wyprowadził mnie z pokoju.
- Co chcesz zrobić? – Szepnęłam, nie wiem czy mnie usłyszał. Podeszliśmy do drzwi prowadzące do ogrodu od kuchni. - Co ty robisz!? – Wrzasnęłam, ale on nie zwrócił na mnie uwagi. Wyszliśmy i zamknął za sobą drzwi na klucz. Szliśmy ulicą, nie patrzył na mnie. Próbowałam się wyrwać, ale bez skutki. Podeszliśmy do czarnego samochodu. Rozpoznałam ten samochód należał o niego. Odtworzył drzwi od strony pasażera i szarpnął mną tak, że wylądowałam na fotelu, nie zdążyłam się poruszyć jak już był w środki i zamknął drzwi.
- Ana! Do cholery, co tam robiłaś?
- A ty?
- Nie drażni mnie!
- Co ty tam robiłeś? Ian, co tam robiłeś i skąd masz klucz do jego domu. – Nie odpowiedział.
- Ian! –Odwrócił się do mnie i powiedział znacznie spokojniej.
- To samo, co ty. – Wsadził kluczyki do stacyjki i odpalił samochód.
- Nie wieże ci.
- A ty, co tam robiłaś?
- Nie wieże ci ani jemu i Naitowi. Poznam całą prawdę o was.
- Nie wątpię.
- Gdzie jedziemy?
- Zobaczysz.
- Zatrzymaj się!
- Zatrzymam się jak dojedziemy.
- Ale…. – Zagłuszyła mnie muzyka, jaka włączył. Zatrzymaliśmy się po piętnastu minutach. Na jakimś pustkowiu w oddali można było dostrzeż jakąś zapuszczona fabrykę. Wysiadł z samochodu i usiadł na masce, czekał na mnie. Wysiadłam po pięciu minutach. Stanęłam naprzeciwko niego. Uniósł głowę i spojrzał na mnie.
- Powiesz mi, kim jesteś? – Zapytałam.
- Co o mnie wiesz?
- Connor mi mówił, że przyjechałeś z Natem za Leną, czy to prawda?
- Tak. – Zachwiałam się, bo liczyłam na inna odpowiedz na kłamstwo nie na prawdę.
- Chcecie ją porwać i Alana?
- Tak. – Czułam jak moja twarz staje sie blada.
- Jesteście synami, któregoś ze Spólników jej ojca.
- Tak. – Poczułam gule w gardle. – Nate nie jest moim prawdziwym bratem.
- Nie?
- Jego ojciec mnie przygarną, gdy miałem 15 lat. Mój opiekun robił interesy z ojcem Leny to znaczy powinienem powiedzieć Marleny.
Kiwnęłam głową a on mówi dalej.
- Gdy policja dobrała się od niego wsypał wszystkich wspólników. Więc Nait chciał się zemścić i wybrał sobie na cel Marlenę. Tylko nastąpiły małe komplikacje.
- Komplikacje?
- Zaczęło do niego docierać, co ojciec robił a on zapragnął prawdziwego życia mieć rodzinę dzieci. Chciał żeby w jego życiu zagościł spokój. Porozmawiał z ojcem.
- I?
- Powiedział mu, aby zostawił dziewczynę w spokoju ona niczemu nie jest winna. Poprosił Neita, aby żył własnym życiem a on musi ponieść kare za swoje błędy.
- Och. – Zamrugałam.
- A ty?
- Mi ten pomysł nie podobał się od samego początku, ale musiałem to zrobić dla niego, dał mi dach nad głową. Zaczęliśmy się wycofywać z tego planu, ale cały czas nas tu coś trzyma.
- Trzyma?
- Neit chyba się zakochał w twojej siostrze.
- Zakochał?
- Tak. Wiedza, że źle zrobili.
- Mnie to nie interesuje. – Uniosłam ramiona do góry.
- Zaczęliśmy podejrzewać Connora.
- Podejrzewać.
- To syn drugiego wspólnika ojca Marleny. Widocznie tez chce się zemścić.
- Ona musi wyjechać.
- Najlepiej by było, ale ja i Nait chcemy zebrać dowody i wsadzić jego do wiezienia.
- Chwile. A jak za taktuje? Cos się stanie Lenie i nie zdążycie. Samer i Colin musza się o wszystkim dowiedzieć.
- Oni już wiedza.
- Co?
- Rozmawiałem z nim.
- Nie było mnie kilka dni a mój brat brata się z wrogiem?
- Nie nazywaj mnie tak.
- A jak mam cie nazwać? Chciałeś się zemści
- Nie ja do pioruna. – Zeskoczył z maski.
- Przepraszam, ale pomagałeś w zemście. – Zatrzymał się przed de mną.
- Wiesz zamiast krążyć koło Leny pilnowałem ciebie.
- Mnie?
- Tak! Myślisz, że nie zauważyłem, że Connor koło ciebie się kreci?
- Traktował mnie jak koleżankę.
- Och proszę cię. – Uniósł ręce do góry w błagalnym geście.
- Przestań.
- Ufasz mu?
- Teraz, co mówisz i ….
- I co?
- I to zobaczyłam w jego domu.
- Co takiego? – Odwróciłam się do niego plecami. – Co zobaczyłaś? – Nie pewnie odwróciłam się do niego.
-Tam było mnóstwo naszych zdjęci. Była na nich Lena, Alan, Samer i ja.


Postawiłam walizki na chodniku przed nie moim domem. Nie znajduje się na moim osiedlu. Ten dom nie jest z wielkim ogrodem i gdy spaceruje sąsiedzi uśmiechają się o nie. Tu jest hałaśliwie i z pewnością w nocy nie jest tak miło.
- Z drogi! – Szybko skoczyłam na schodki a tuż za moimi plecami przejechał rowerzysta. Wzięłam walizkę i podeszłam do starych drzwi wyjmując klucze z torebki ręce trzęsły mi się jakbym robiła cos nie zgodnego z prawem, jakby się włamywała. Drzwi otworzyły się dopiero z drugim kopnięciem. Weszłam do przedpokoju stawiając walizkę na podłodze zwróciłam uwagę na rozbite okno w salonie. Weszłam do niego, wszystkie meble stały przykryte białym płótnami. Zdjęłam jedno z regału stojącego naprzeciwko kanapy i pożałowałam tego. W powietrze zbił się kurz zaczęłam kaszleć. podbiegłam do okien i zaczęłam je otwierać z ogromnym trudem, ale udało mi się. Gdy pozbyłam się wszystkich półcień wspomnienia wróciły. Miałam czternaście lat, gdy się stąd wyprowadzaliśmy, Colin szesnaście, Ashley czternaście a Julka osiem. Tata zaczął lepiej zarabiać, rodzice kupili dom po Londynem. A najlepsze było to ze każde z nas mogło mieć własny pokój. Uwierzcie mi dzielenie pokoju z bratem, który dojrzewa to nic przyjemnego. Ale całe szczęście Colin to chłopak, z, który mogłam się dogadać. Nie kłóciliśmy się ty tylko raz. Kiedyś przyszli jego koledzy a ja miałam na drugi dzień ważny test i chciałam skorzystać z komputera. Pokłóciliśmy się tak, że wyrwał mi kilka włosów z głowy ze łzami w oczach patrzyłam na niego i zapytałam, aby wybierał, z kim chce Dzielic pokuj ze mną czy z Ashley? Powiedział, że z nią. Po tygodniu błagał mnie abym wróciła, bo on nie wytrzyma z nią ani minuty dłużej. Powiedziałam mu, że nie a to, dlatego iż podsłuchałam rozmowę rodziców o przeprowadzce do nowego domu. Cały czas myślałam, że rodzice sprzedali dom, ale gdy pojechaliśmy do babci po pogrzebie mi i Colinowi powiedziała, że dom stoi przepisany na Ashley. Byłam zła, że rodzice zostawili ten dom błagałam Colina żeby jej nie mówił. Na początku chciałam jej zrobić na złości, byłam zazdrosna, że rodzice zostawili jej ten dom, choć tyle razy przy kolacji wspominałam o tym, że kocham czasy w nim spędzone. Tak byłam zazdrosna, ale najbardziej bałam się, że ona go sprzeda, sprzeda wspomnienia. Colin zgodził się, ale powiedział, że wcześniej czy później jej musimy powiedzieć, zgodziłam się. A potem wyjechała i jakoś zapomnieliśmy.
W jednej z szaf znalazłam jakiś śpiwór, rozłożyłam go w salonie. Postanowiłam od jutra podwinąć rękawy i doprowadzić ten dom do stanu używalności, potem dowiedzieć się, kim jest Nate, Ian i Connor
To mój plan na jutro.
. . . . .
27.05.2011
- Co cie ugryzło?
- Czy to ważne? – Lena spojrzała na brata.
- Jak widzę po twojej minie to Connor, chociaż heee. – Zaczął jej się bacznie przyglądać. – Chociaż stawiam na Dannego.
- Zamknij się. – Trząsnęła go poduszką w głowę.
- Uspokój się dziewczyno – Uniósł ręce do góry na znak, że się podaje.
- Wy mężczyźni jesteście nienormalni.
- czyżby? – Uniósł jedna brew do góry i skrzyżował ręce za sobą.
- Mącicie dziewczynie w głowie, szepczecie jej czułe słówka a potem lecicie do innej.
- Podobna dziewczyny zwracają uwagę na słowa a mężczyźni kłamią, czyli my kłamiemy wam a wy nam wierzycie. Jakoś tak to szło nie pamiętam.
- Zjeżdżaj stąd!
- Już mnie nie ma. – Mijając się z Samer w przedpokoju szepną. – Uważaj na tą blondynę.
- Co się stało? – Samer usiadła koło niej.
- Powiedz mi, kiedy wyjedziemy stąd.
- Chcesz wyjechać?
- Tak. Chcę wrócić do Paryża chce zobaczyć się z ojcem.
- Ale to teraz jest nie możliwe.
- Dlaczego? Dlaczego się ukrywamy?
- Dobrze wiesz.
- Tak? Bo mi się wydaje, że nie wiem. Coś przed de mną ukrywasz?
- Ja?
- Dobra zapomni o tym. – Lena podniosła się z kanapy i skierowała się do drzwi frontowych.
- Gdzie idziesz?
- Musze się przejść.
- Pójdę z tobą.
- Wolę nie. – Otworzyła drzwi i wybiegła na trawnik. Przez chwile stała nie ruchomo, po czym ruszyła.
Godzina 23:11
Zatrzymała się dopiero, gdy poczuła na karku pierwszą krople deszczu.
- Świetnie. – Rozejrzała się dokoła. – Gdzie ja jestem? – Nagle usłyszała za sobą kroki nie odwracając się zaczęła iść przed siebie. Coraz więcej kropel spadało na nią a osoba tuż za nią była coraz bliżej. Przyspieszyła i ktoś również nie odwracając się pobiegła przed siebie.
. . . . .
28.05.2011
Godzina 5:23
Julka przekręciła się na łóżku udając, że nie słyszy pukania do drzwi.
Puk, Puk
Przykryła głowa poduszką.
Puk, Puk
Zrzuciła poduszkę z głowy
- Tori? – Wstała z łóżka i podeszła do drzwi. – Tori to ty?
Żadnego odzewu tylko Puk, Puk
- Kto tam? Nie mama zwyczaju nikogo puszczać.
Puk, Puk
- Odezwij się.
- Puk, Puk
- Cholera! – Otworzyła drzwi, na korytarzu było ciemno tak samo jak w jej pokoju. Wyjrzała, ale nikogo nie zauważyła, gdy nagle, poczuła, że ktoś zaciska dłoń do jej ust i wpycha do pokoju zatrzaskują za sobą drzwi.


- Dziewczyno do jasnej ciasnej obudź się. Cholera Julka jesteśmy spóźnione na zajęcia. To zawsze ja się spóźniam.
- Nie idę.
- Co ty wygadujesz. – Tori sięgnęła po spodnie z krzesła i rzuciła na łóżko Julki. – Wkładaj!
- Mówię poważnie nie idę.
- Co z tobą? – Tori usiadła na brzegu łóżka. – Julka spójrz na mnie.
- Źle się dzisiaj czuje. Nic się nie stanie jak nie pójdę na pierwsze zajęcia. – Julka przekręciła się na łóżko i spojrzała na Tori.
- Wiesz, co ten nasz przystojniak ma racje.
- Z czym?
- Powinnaś więcej jeść.
- Oj spadaj.
- Ubieraj się.
- Zapamiętam sobie to. – Tori zaczęła się śmiać. Gdy wychodziły z pokoju czekał na nich już Alex.
- Ty to nocujesz pod naszymi drzwiami? – Zapytała Tori.
- Cos w tym stylu. – Uśmiechnął się do niej. Julka szła przodem. – Co z nią? – Szepną do Troi.
- Nie wiem. Zaczynam się o nią martwic. Nic ci nie mówiła przypadkiem?
- O czym?
- Nie wiem ty z nią ostatnio spędzasz czas. Jeszcze tylko spusz na nią nie długo nam zniknie.
- Zauważyłem.
- Po zajęciach jadę do rodziców będę w niedziele wieczorem zajmij się nią.
- Chętnie.
- Podoba ci się.
- Co?
- Daj spokój przecież widzę.
- Nie! – Alex przeczesał nerwowo ręką włosy.
- Dobra nie zaprzeczę mało atrakcyjna z niej dziewczyna, ale to przez te ohydne workowate cuchy i do tego te okulary okropność, ale to świetna dziewczyna.
- Nie przypadałem za nią na początku irytowała mnie swoim ciętym językiem, ale teraz mogę powiedzieć, że jest naprawdę fajna.
- Ale nie patrzysz na nią jak chłopak na dziewczynę.
- Oczywiście, że nie.
- Stój! – Odwrócił się do niej.
- Co jest?
- Możesz sobie gadać, co chcesz, ale ja widzę.
- O czym ty mówisz?
- Czemu zawsze stoisz pod naszymi drzwiami? Czemu na stołówce siedzisz z nami? Czemu nie umawiasz się z innymi dziewczynami? Czemu przynosisz jej te ohydne batoniki? Czemu?
- He.
- Bo ona ci się podoba a to do ciebie widocznie nie dociera.
- Daj spokój traktuje ją jak koleżankę.
- Niech cię diabli Alex!
- Daj spokój już…
- Zamknij się ja teraz mówię.
- Dobra kontynuuj. – Uśmiechnął się do niej ironicznie.
- Gdy się obudzisz będzie za późno ktoś wcześniej ją zauważy i wtedy będziesz przeklinał dzisiejszy dzień, że mnie nie posłuchałeś.
- Wyluzuj Dzięczyno!
- Dobra. Pa. – Odwróciła się i krzyknęła. – Julka zaczekaj na mnie. – Alex wpatrywał się w nie jak Idą w głąb korytarza.
. . . . .
Drzwi się otworzył, Abby nie pewnie wyszła na korytarz. Wiedziała, że czeka ją cos gorszego niż ten cały casting. Rozmowa z Dougiem. Uniosła głowę, ale nie było go w korytarzu poszła dalej z nadzieja i obawami, że siedzi gdzieś indziej. Ale nie było go tylko szedł w jej stronę jej chłopak. Poczuła w sercu ulgę, ale towarzyszyła jej smutek.
- Kochanie i jak ci poszło?
- Powiedzieli, że zadzwonią.
- Na pewno.
- Przypominam Ci, że nie tylko ja się ubiegam o jakąś role.
- Na pewno cię wybiorą jesteś cudowna. – Pocałował ją. Znała ten pocałunek od roku, wciąż ten sam delikatny i czuły, ale pocałunek Dougiego skrywał tajemnice, która zapragnęła poznać. Potrząsnęła głową, aby odgonić te myśli.
- Gdzie mnie zabierasz?
- A to niespodzianka. – Wziął ją za rękę i wyszli z budynku.
. . . .
- Julak jak ja się cieszę, że nie ma popołudniowych zajęć, pojadę teraz do rodziców.
- Ta.
- Ej, co z Toba?
- A co z wami? Wmawiacie mi, że cos mi jest.
- Martwię się o ciebie.
- Przeprasza. – Julka poruszyła się na krześle i spojrzała ukradnie do tyłu, po czym wyprostowała się na krześle.
- Nie usiadł z nami. – Tori wyszukała Alexa, siedział ze swoimi kolegami i z jakąś dziewczyna przy jednym stoliku.
- Julka nie oczekuj, że będzie siedział z nami zawsze ma kolegów.
- Wiem, ale mam wrażenie, że jest na mnie obrażony nie odzywa się do mnie.
- Zdaje ci się. Wiesz, co? Zostanie. Pójdziemy na zakupy do kina będzie fajnie.
- Nie! Musisz jechać do rodziców.
- Pojadę do niech w przyszłym miesiącu. Julka będzie fajnie.
- Tori nie! Dam sobie radę jestem dorosła. Zresztą napisze jakąś piosenkę zawsze mi w tym przeszkadzasz.
- Jesteś pewna?
- Tak.
- Uwielbiam cie. Jesteś moją najlepsza przyjaciółką.
- Dobra ja też cię trochę lubię. – Juka zaczęła się śmiać a Tori ją przytuliła i tym samym odnalazła Alexa patrzył w ich stronę zignorowała go i spojrzała na Julkę.
- Tylko jakby cos to dzwoń.
- Dobra.
- I nie przejmuj się tym idiota Alexem, nie jest wart. Ja lecę a ty zjadaj ten obiad.
- Tak jest.
- Pa Julka. – Tori pomachała jej na pożegnanie. Julka oparła się o siedzenie nagle pogwizdywanie chłopaków wybiło ją za myślenia, odwróciła się i ujrzała dziewczynę. Szła przez środek stołówki wszyscy odwracali się za nią. Julka poderwała się z krzesła i sięgnęła po plecak.
- O nie moja droga Panno. – Krzyknęła dziewczyna za nią. – Julka zaczęła iść miedzy stolikami a wokół jej cisza wszyscy patrzyli w jej stronę. Poczuła czyjąś dłoni na ręce. – Musimy pogadać! – Odwróciła się do niej.
- Nie mam nic sobie do powodzenia. Puść mnie!
- Julka jestem twoja siostrą!
- He okularnico to twoja siostra? W porównaniu do ciebie to niezła z niej laska. Na pewno jesteście siostrami? – Ashley puściła Julke i podeszła do chłopaka.
- Mama nie nauczyła cie dobrego wychowania?
- Ja chcesz to mogę wziąć od ciebie lekcje.
- A proszę bardzo. – Wzięła talerz z zupa i wylała na głowę chłopaka. Wszyscy zaczęli się śmiać. Ashley chwyciła Julkę za rękę. – Musimy pogadać. – Julka tym razem nie opierała się poszła za nią chciała jak najszybciej stąd uciec. Do tej pory była w szkole niezauważona, ale wiedziała, że to się zmieni, będą ją porównywać do swojej ślicznej siostry i śmieć się z nie. Chciała stać się niewidzialna, ale to nie będzie jej dane.
. . . .
Wróciłam do domu przez sad.
- Już wróciłaś. – Na werandzie stała ona, podbiegłam do niej i położyłam głowę na jej ramieniu.
- Byłam na cmentarzu. Babciu tęsknie za nimi.
- Wiem kochanie, wiem.
-, Czemu mi się wszystko wali?
- Chodzi ci o siostrę? – Podeszłam do barierki i poparłam się o nią.
- Nie tylko.
- Musisz jej wybaczyć.
- Wyda ci się to zabawne, ale nie mam jej tego już za złe. Nie kocham, Neita nawet nie wiem, czemu z nim byłam. – Głupia byłam, bo liczyłam, że zbliżę się do niego wystarczająco, blisko aby poznać, kim jest, ale jakoś słabo się widocznie starałam. – Ale to nie zmienia faktu, że nie chce jej widzieć.
- Chcesz ją tym samym u karać.
- Nie pomyślałam o tym, ale tak, tak. – Uśmiechnęłam się.
-Zostań tu.
- Chcesz abym została?
- Tak. – Zaczęłam się zastanawiać nad jej propozycja, czemu z nie skorzystać? Uwolniłabym się od tego bałaganu w Londynie.
- Musze jeszcze cos załatwić w Londynie. Samolot mam wieczorem.


- Cholera, co jest? – Do domu wszedł Dougie.
- Uderzyłem cię Abby?
- Nie tylko mojego chłopaka.
- A to następnym razem nie stójcie przy drzwiach.
- Dobra ja lecę zadzwoń do mnie po wszystkim.
- Jasne – Abby pocałowała go na pożegnanie i zamknęła za nim drzwi. Spojrzała na Dougiego.
- Co? – Zapytał nie zerkając na nią.
- Pamiętasz Maxa?
- Kto to?
- To przyjaciel Any ten z planu.
- A cos mi tam świta.
- Zadzwonił do mnie wczoraj.
- Tak. – Spojrzał na nią dopiero teraz. – Czego chciał?
- Dal mi cyn o przesłuchaniu do serialu.
- To wspaniale.
- Wiem. Matko jakbym zagrała, chociaż w jednym odcinku byłabym w siódmym niebie.
- Mam nadziei, że ci się uda. – Odwrócił się od niej i poszedł do kuchni.
- Ej. – Abby pobiegła za nim. – Co jest?
- Zmęczony jestem. – Abby usiadła na stole.
- Chłopaki dali ci w kość? Wiesz czasem mam ochotę przywalić Tomowi, wydaje się taki poukładany. Ale pozory mylą. – Dougie przechodząc koło niej mruknął cos pod nosem. – Dougie! – Załapał go za bluzę i po chwili stał naprzeciwko niej. – Co jest? Mi możesz powiedzieć wszystko. – Zaśmiał się mówiąc.
- Abby ja nie jestem gejem, aby Ci się zwierzał. – Uderzyła go w ramię, lecz on nadal stał naprzeciwko niej, uniósł rękę i zaczął bawić się jej włosami.
- Dougie. – Szepnęła a ten odsunął się od niej.
- Co robimy na obiad? – Podszedł do lodówki a Abbi patrzyła przez chwile za nim.
. . . . .
- Gdzie byłaś przez całą noc? – Tori bacznie przyglądała się Julce.
- Musiałam cos załatwić.
- Co takiego?
- Cos ważnego. – Uśmiechnęła się.
- Potrzebna ci rozrywka. Co powiesz na podwójna randkę?
- Śmieszne wiesz. A z kim miałabym pójść?
- Cześć dziewczyny! – Do stolika dosiadł się Alex.
- Z tym przystojniakiem. Ałaaa. – Julka uderzyła Tori pod ławka.
- O czym gadacie?
- O tym, że wybierasz się na podwójna randkę.
- Tori zamknij się! Nie mam zamiaru iść i patrzeć jak całujesz się z tym swoimi księciem z bajki.
- Ja nie mam nic przeciwko. – Odezwał się Alex a dziewczyny popatrzyły na niego.
- To ustalone. – Tori klasnęła i zaczęła zajadać się lodami.
- Mam cos dla ciebie. – Alex wyją z plecaki batona. – Proszę – Przysunął w jej stronę po stolę, spojrzała na niego. – Zjadaj nie chcę chyba, aby spadła z ciebie sukienka w teatrze przed publicznością. – Tori bacznie mim się przyglądała uśmiechając się.
Na drugi dzień.
- Abby, co z tobą?
- Denerwuje się.
- Będzie dobrze. Ćwiczyliśmy. – Dougie zaczął się rozglądać po korytarzu. – Gdzie ten twój chłopak?
- Kto?
- Chłopak.
- A tak, tak. Widzisz z tych nerwów zapomniałam, że mam chłopaka. – Dugie zaśmiał się. – To nie jest śmieszne.
- Gdzie on?.
- Nie przyjdzie.
- Co za kretyn.
- Nie mógł.
- I dobrze jeszcze bardziej by cię denerwował.
- Myślisz, że ty tego nie robisz?
- Ja?
- Następna! – Ktoś krzykną.
- Słodki Jezu to ja.
- Idź. – Ponaglał ją a ona nie ruszyła się z miejsca. – Idź dziewczyno. – Abby stała i patrzyła na niego. Dobra sama tego chciałaś! – Dougie przysuną się do niej, jego dłoń powędrowała w jej włosy i pocałował ją.


- O nie! Tylko nie ona. - Julka zaczęła chować się miedzy pułkami.
- Czego tak szukasz?
- Alex! Ty idioto!
- Nie chciałem cię wystraszyć.
- Zrób coś dla mnie.
- A co za to dostanę?
- Obiecuje ci że się postaram na zajęciach abyś zaliczył.
- To zagrasz perfekcyjnie role Juli?
- Tak.
- Nie będziesz żuć gumy na próbuje.
- Obiecuje.
- Bo wiesz ja nie lubię jak dziewczyny żują….
- Zamknij się! Widzisz ta dziewczynie w fioletowej sukience? – Alex uniósł się na palcach.
- Chodzi Ci o tą co wygląda jakby zapomniała się uczesać?
- Co? – Julka wyjrzała za regału i po chwili wróciła do swojej kryjówki. – Cholera to nie w jej stylu.
- Co z ta dziewczyną?
- Ona nie może mnie zobaczyć.
- Załatwione. – Alex rzucił plecak na podłogę i zdoił swoja szara bluzę został w czarnym podkoszulce.
- Co ty wyprawiasz? – Nie odpowiedział, założył Julce bluzę. –
- Mówiłem ci abyś jadła więcej? Jeszcze trochę i będzie ci sięgać do kolan ta bluza. – Mówiąc to założył jej kaptur na głowę i objął ją w tali, Julka zadrżała ale nie odepchnęła jego ręki. Po kilku minutach byli pod centrum handlowym. Gdy odsunęli się od siebie powiedziała.
- Dziękuje.
- Powiesz mi kto to był?
- Smutna była? – Spojrzała na niego.
- Hee chyba tak. – Odpowiedział a ona rzucił torbę na ziemie i usiadła na murku. – Co jest? – Usiadł koło niej.
- To moja siostra.
- Co!? Myślałem że mieszkasz w Stanach.
- Kłamałam.
- Wiedziałem, że coś ukrywasz.
- Byłam w stanach, ona wciąż myśli, że tam jestem. – Zakryła twarz w dłoniach i szepnęła. – Jaka ja jestem głupia.
- Pokłóciliście się, że nie gadasz z nią?
- Nie! – Spojrzała na niego. – Kocham Anę, po śmierci rodziców zaopiekowała się mną. Bardzo mi zależało wyjechać do stanów zgodziła się a ja zamiast powiedzieć jej, że dostałam tu stypendium to poprosiłam o pomoc Ashley.
- A ona, kim jest?
- To też moja siostra. Mam jeszcze starszego brata.
- Ja jestem jedynakiem. – Julka spojrzała na niego z ukosa.
- Źle się z tym czuje, że ją okłamuje. Była taka smutna.
- Zadzwoń do niej.
- Tak myślisz?
- Jasne. – Julka sięgnęła po swój telefon i wkręciła numer po pięciu sygnałach odezwał się automatyczna sekretarka. – Spróbuje jeszcze raz. – Gdy wybrała ponownie numer po dwóch sygnałach połączenie zostało przerwane.
- Cos jest nie tak, odrzuciła mnie.
- Może nie może gadać.
- Nie! Przecież widziałeś, że wybierała te głupie książki a zresztą zawsze odbierała moje telefony. Jesteśmy zżyte ze sobą.
- Raczej nie. – Powiedział nie patrząc na nią.
- Uważasz, że jestem samolubna?
- Nie znam powodu czemu ją okłamujesz.
- Masz racie jestem samolubna.
- Ej ja tak nie powiedziałem.
- Ale uważasz.
- Przestań zachowywać się jak dziecko. – Alex wziął swój plecach i zaczął oddalać się od niej.
- Poczekaj! – Podbiegła do niego. – Jesteś samochodem? – Kiwnął tylko głową.
- Podwieś mnie gdzieś. Chce jechać do domu. – Alex chwycił ją za rękę, Julka drgnęła, ale i tym razem też się nie sprzeciwiła.
. . . . .
- Tu mieszkasz?
- Tak.
- Na co czekasz, idź. – Popatrzyła na niego. – Zaczekam na ciebie.
- Wiesz jak chcesz to potrafisz być miły. – Alex zaśmiał się a ona wysiadła. Gdy szła wzdłuż chodnikiem, utuliła się szczelniej bluzą Alexa i zaczęła wdychać jego zapach. - Migdały.
- Julka? – Zamarła. – Julka to ty? – Usłyszała za sobą. Powoli odwróciła się wiedziała, kogo ujrzy, serce zaczęło jej mocniej bić. Odwróciła się i powiedziała.
- Cześć.
- wróciłaś!
- Tak jakby. – Alan bez wahania podbiegł do niej i wziął jej twarz w dłonie.
- Tak się cieszę.
- He… słuchaj Alan…
- Nie wierze, że tu stajesz przed de mną.
- Taj też. – Chciała się odsunąć od niego, ale on ją w tym czasie pocałował. Oddała pocałunek, ale po chwili odsunęła się jak usłyszała dźwięk odjeżdżającego samochodu. Odsunęła się i odwróciła się w stronę gdzie był przed chwila zaparkowany samochód.
- Co jest? – Zapytał podchodząc do niej.
- Musimy pogadać, wyjechałam bez wyjaśnienia.
- Ważne że wróciła.
- Przepraszam cie ale musze iść do domu.
- Przyjdę później do ciebie – Nie odpowiedziała tylko szybko wbiegła do domu.
- Ana, Colin, Ashley! Jest ktoś w domu?
- Julka co ty tu robisz? – Ashley podbiegła do niej i ją uściskała. – Dobrze że nie ma nikogo w domu.
- Adzie jest Ana? Musze z nią pogadać, wyjaśnić.
- Jest jeden mały problem bo wyjechała na tydzień jakieś zlecenie czy coś takiego wiesz nie interesują mnie takie rzeczy.
- Ale ja ją… - Drzwi do domu otworzyły się, Ashley odsunęła się od niej i podbiegła do Dannego.
- Witaj kochanie. – Nie zwrócił na nią uwagi tylko podbiegł do Julki.
- Co ty tu robisz mała!?
- Wróciłam.
- Tęskniłem. – Uniósł ją go góry.
- Danny nie boisz się że cos na ciebie spadnie albo się przewrócisz? – Zaśmiał się i postawił ją na ziemi.
- Oczywiście że nie. Uwielbiam cię chociaż nie zaprzeczę że na początku mnie przerażałaś i ten młotek.
- Przepraszam. – Zarumieniła się.
- Jesteś piękna ale nic mi nie grozi z twojej strony bo jestem zakochany. – Ashlry położyła dłoń na jego ramieniu i powiedziała.
- We mnie. – Danny ucałował Julkę w policzek i odwrócił się do Ashley.
- Mylisz się.
- Co masz na myśli.
- Nie jestem w tobie zakochany, kocham kogoś innego.
- Danny nie gadaj głupot. – Zrobiła krok w jego stronę ale on odsunął się od niej.
- Przepraszam cię Julio że musisz być tego światkiem.
- Danny! – Ashley wrzasnęła.
- To koniec było miło ale nie będziesz mnie więcej oszukiwać.
- O czym ty mówisz?
- Wiedziałem cię z Neitem. – Zbladła a Julka zapytała Dannego.
- Ona z Neitem? – Danny kiwnął głową. – Jak mogłaś? To chłopak Any.
- Ja… - Odrzuciła się i pobiegła na górę.
- Nie mogę uwierzyć! – Zaczęła krążyć po pokoju.
- Przepraszam cię, ale pójdę do niej.
- tak, oczywiście. Strasznie się cieszę, że cię widzę. – Uśmiechnął się do niego i pobiegł na górę.
Julka przez chwilę jeszcze była w domu, po czym wybiegła z niego.
Gdy zapukała do pokoju była przemoknięta do suchej nitki. Drzwi otworzyły się.
- Co tu robisz?
- Czemu odjechałeś?
- Bo nie chciałem ci przeszkadzać. Płakałaś?
- Zobacz jak przez ciebie teraz wyglądam. Zostawiłam u ciebie swój plecak i nie miałam kasy na powrót.
- Zaniosłem go do twojego pokoju.
- A… to dobrze. Pójdę już, pa. – Odwróciła się gdy uszła kawałek Alex złapał ją za rękę.
- Nie odpowiedziałaś mi.
- Na ci?
- Płakałaś?
- A jak myślisz? To był mój najgorszy dzień w życiu.
- Nie przesadzaj będą gorsze.
- Nie rozumiesz? Od dziecka każdy dzień jest dla mnie najgorszy. Moja rodzina jest nienormalna! I do tego ten przeklęte fatum, które nad de mną wisi.
- O czym ty gadasz?
- Nie chce o tym rozmawiać. Puść mnie.
- Nie puszczę jak mi nie powiesz.
- Alex proszę.
- Chodź.
- Gdzie?
- Do mnie. Zresztą musisz się przebrać mało to że jesteś chuda to będziesz chora.
- Alex ale ja… - Weszli do pokoju i drzwi za nimi się zamknęły.


- Dziękuję że przyjechałaś.
- Dla ciebie wszystko. Ale opowiedz mi co się stało.
- Nie wiem od czego zacząć? – Na chwile zamyśliłam się bo na prawdę nie wiedziałam co się stało a może się wstydziłam?
Gdy skończyłam Alex popatrzyła na mnie.
- Wkopałaś się dziewczyno.
- Wiem. Niech to! Pomożesz mi?
- Nie licz na mnie, sama nie daje sobie rady i jeszcze tobie mam pomagać? Nie.
- Zaprosił cię? - Chciałam wiedzieć bo byłam bardzo ciekawa
- Nie. –. Uwielbiałam Maxa ale wkurzał mnie, pod nosem miał taką fajna dziewczynę a nie widział tego. Musze się chyba tym zając ale Alex chyba mnie wyczuła.
- Nawet nie waż się nic z tym robić.
- Dobrze. Matko ale się stoczyłam. – Ukryłam twarz w dłoniach.
- Przepraszam cie że nie zostanę ale czuje że to by się źle skończyło. – Uniosłam głowę.
- Zostań proszę. Colin uzupełnił barek.
- Właśnie o tym mówię. Jutro mam rano do pracy. – Podeszłam do niej i ją przytuliłam. Alex to moja najlepsza przyjaciółka ale nie mogłam jej wszystkiego powiedzieć o braciach zna przeciwka, o Lenie kim jest. Bolało mnie to ale nie mogłam.
Nie mogłam spać i postanowiłam dokończyć książkę, którą ostatnio porzuciłam bo w moim życiu tyle się ostatnio działo. Gdy skończyłam zaczęłam zastanawiać się nad fabułą. Nad bohaterami co w nich lubiłam a czego nie to było w moim zwyczaju. Spojrzałam na zegarek, dochodziła trzecia nad ranem.
Podeszłam do drzwi aby upewnić się czy są zamknięte. Wyjrzałam przez okno i zobaczyłam że przyjechał Neit chciałam wyjścia i przywitać się z nim ale zobaczyłam jakąś dziewczynę wysiadająca z samochodu, podeszła do niego i go pocałowała. Moje całe ciało zamarło wiedziałam tylko że musze jak najszybciej położyć się na kanapie. Położyłam się i zaczęłam udawać ze śpię. Drzwi otworzyły się a ja poczułam koc na swoim ciele. Otworzyłam oczy.
- Oj przepraszam, nie chciałam cię obudzić.
- Gdzie byłaś? – Zapytałam a Ahley usiadła.
- A ze znajomymi ale ty powiedział mi jak było na randce.
- To nie była randka! Tyko kolacja z kolegą.
- Jasne. - Zachichotała.
- Mam chłopaka! – Dostrzegłam że się zawahała, nie patrząc na mnie powiedział.
- późno już, dobranoc. - Znikła na schodach. A ja nie wiedziałam co mam zrobić. Wiedziałam tylko jedno że Neit mnie zdradza. Zdradza mnie z moją siostra. Wiem że nasz związek to tylko jakaś ściema nie wiem nawet po co to wszystko ale jak Ashley mogła mi to zrobić? Przecież była moją siostrą. Musiałam z kimś pogadać. Wyszłam z domu i poszłam do chłopaków. Zapukałam ale powstrzymałam się od dzwonienia i od kolejnego dobijania się do drzwi. Poza Tomem nikt by mi nie otworzył. A ja nie wiem czy chciałbym rozmawiać z Tomem na ten temat. Odwróciłam się i usłyszałam.
- Zaczekaj. – Spojrzałam w stronę ogrodu, zauważyłam sylwetkę mężczyzny, cofnęłam się a on wyłonił się z cienia. Światło lamp padło na jego twarz. Dostrzegłam w jego oczach ból, rozczarowanie a przede wszystkim współczucie. Bez wahania podbiegłam do niego a on obiło mnie ramionami. Wyszeptałam tylko.
- Danielu. – Jest moim najlepszym przyjacielem. Przyjacielem od brudnej roboty. Śmialiśmy się z tego. Zawsze wiedział o czym myślę i co mnie gnębi. Ale w tej chwili obydwoje zostaliśmy skrzywdzeni, obydwoje cierpieliśmy.
- Przepraszam. – Odsunął się od de mnie aby spojrzeć mi w oczy.
- Za co? – Zapytał.
- Jak ona mogła? Tak mi wstyd.
- To nie twoja wina. I tak nam się nie układało.
- Nie wybaczę jej tego.
- O mnie się nie przejmuj. – Pogładził mnie po głowie. Mówił tak ale widziałam w jego oczach żal. Mógł gadać co chciał ale jego tak samo bolało jak mnie.
- Zresztą chciałem z nią zerwać.
- Czemu?
- Bo ja … - Jego oczy zmieniały się zaczęły płonąc. – … Zakochałem się. – Obdarzył mnie uśmiechem a ja chlałam wiedzieć w kim.
- Kto to?
- Lena. – W pierwszych sekundach nie byłam pewna czy jego uczucie jest trafne. Przecież ona wyjedzie ale czy to warze? Czy ważne że nie jest kim za kogo się podaje. Oczywiście że nie. Nie umknęło mi jak Daniel na nią patrzył. Był zakochany a ja byłam przeszczęśliwa.
- Danielu nawet nie wiesz jak się cieszę. – Uściskałam go a on powiedział.
- Chodźmy.
. . . . .
Drzwi się otworzyły i otworzyłam oczy, leżałam na kanapie a Daniel leżał koło mnie, jego ręka znajdowała się na moim biodrze. Uniosłam głowę i chlałam zobaczyć kto wszedł do domu.
- Lena!?
- Co ty tutaj robisz!? – Wrzasnęła. Podniosłam się a jej wzrok powędrował na moją sukienkę, która była dopasowana aż za bardzo.
- Co się dzieje? – Danny się obudził. – Lena?
- To nie tak jak myślisz. – Podeszła do niej.
- Teraz z nim sypiasz?
- Nie!
- Masz przecież chłopaka jak możesz go zdradzać!?
- Ja. …
- Nie wspomnę o Connoże jak się z nim całowałaś. – Tu nie mogłam zaprzeczyć ale to on mnie pocałował. – A i jeszcze zapomniałam o Ianie. Czy ty wszystkich musisz mieć z tej ulicy?
- Między mną a Dannym do niczego nie doszło! - Wrzasnęłam a ona podeszła do mnie.
- Dziwka. – Uderzyłam mnie.
- Oszalałaś? – Daniel stanął przed de mną osłaniając mnie. Zaczęłam jej zazdrości że taki cudowny człowiek się w niej zakochał. Zaczęli się kłócić.
- Ona ma racie! – Krzyknęłam, spojrzał na mnie.
- Nie mów tak! – Nie zważałam na jego protesty, spojrzałam na nią.
- Masz prawo tak myśleć ale Bóg jeden wie że między mną a Danielem nic nie było.
- Nie chcę cie widzieć! – Spojrzałam jeszcze na niego i szepnęłam.
- Przepraszam. – Wybiegłam z domu.
- Jak mogłaś ją tak potraktować?
- A jak ty mogłeś mnie zdradzi.
- Ona jest moja przyjaciółką.
- Tak to teraz się nazywa? Przyjaciółka do łóżka?
- Jesteś nie sprawiedliwa mówiąc o niej takie rzeczy.
- Ja nie sprawiedliwa? Najpierw był Ian potem Connor a teraz zabrała się za Ciebie. I ty mi mówisz że ja jestem nie sprawiedliwa? Powierzyłam ci moja tajemnice!
- Widzę że miałem racje nazywając cię kie księżniczką. Posiadaj wszystkie jej cechy.
- czemu tak mówisz?
- Kocham cię ale teraz staje za Aną.
- Mówisz że mnie kochasz. – Zrobił jeden krok w jego stronę. – To czemu jesteś po jej stronie?
- Nie mogę powiedzieć.
- Czemu?
- Nie mogę i już.
- To wszystko wyjaśnia.
- Kocham cię szaleje za tobą ale tym razem się mylisz. Mylisz się co do niej.
- Wszystkie moje uczucia rozpłynęły się jak weszłam przez te drzwi. – Wybiegła z domu.

Dochodziła godzina spotkania z diabłem. Z przyjemnością powiedziałam Ashley że idę na kolację z Connorem, myślałam że się oburzy, zacznie mnie przekonywać abym nie szła ale było zupełnie inaczej.
- Connor to facet dla Ciebie jest miły, pomocny nie jak Neit. – Byłam zaskoczona. Przyglądałam się jej bacznie aby zauważyć grymas na jej twarzy ale oprócz uśmiechu niczego nie dostrzegłam.
- Dzięki że mi pożyczyłaś tę sukienkę.
- Nie dziękuj. – Przytuliła mnie po czym odwróciła mnie do lustra. Miałam na sobie czarną sukienkę, chyba zbyt opiętą na sobie chciałam coś luźniejszego ale Ashley zapewniała mnie że wyglądam wspaniale i spodobam się Connorowi. Ale ja nie chciałam mu się podobać ale z drugiej strony pokazując swoje atuty mogłam z niego więcej wyciągnąć czemu nie. Gdy zadzwonił dzwonek zaczęłam się denerwować jakbym szła na swoja pierwszą randkę.- Ana skub się. – Potrząsnęłam głową i podeszłam do drzwi.
- Ian? – Dostrzegłam że mnie lustruje wzrokiem nagle oprzytomniał.
- Wychodzisz?
- Tak.
- Ale chyba nie z moim bratem.
- Nie musze ci się z niczego tłumaczyć. – Zacisnęłam dłoń na klamce i miałam ochotę zatrzasnąć przednim drzwi jestem święcie przekonana że zdzieliłabym go w nos.
- Musimy pogadać.
- Nie Ian.
- To ważne. – Pod dom podjechał samochód wiedziałam że to Connor. Podeszłam do szafki i wzięłam torebkę. Ian wszedł do środka i zamoknął drzwi.
- Co ty wyrabiasz?
- Chcesz mi powiedzieć że wychodzisz z Connorem?
- Tak to koleżeńska kolacja. – Popatrzył na mnie i zaśmiał się mówiąc.
- Chyba żartujesz.
- Wiesz co mam cię serdecznie dosyć. Wychodzę. – Chciałam sięgną po klamkę gdy złapał mnie za rękę i odwrócił mnie do siebie. Dzieliło nas zaledwie centymetry a potem milimetry.
- To niebezpieczne. – Szepnął.
- Ja, ja musze już iść. – Powiedziałam to jakbym była w jakimś amoku. Patrzyliśmy na siebie.
- Ana proszę cię nie idź z nim. On jest niebezpieczny. – Gwałtownie odsunęłam się od niego.
- Niebezpieczny? A ty kim jesteś? A przypadkiem od Ciebie nie powinnam się trzymać z daleka?
- Od de mnie?
- Tak! Zostaw mnie, mam cię dosyć! – Odwróciłam się i wszy szłam z domu trzaskając drzwiami. Nie miałam ochoty spotykać się z Connorem i to sama ale nie miałam wyjścia.
- Ashley.
- Czego? – Oparła się o drzwi od salonu.
- Dałaś jej wyjść z tym kretynem.
- A czemu nie? Dziewczyna niech się rozerwie męci cie jej w głowie.
- Znasz prawdę o nim, nie martwisz się o nią? A jak jej się cos stanie.
- Ja… - Przegryzła tylko wargi. Ian zignorował ja i wyszedł.
Podjechaliśmy pod jakaś elegancką restauracje. Źle się czuła przez Iana.
Gdy Connor zamówił jakieś wino zapytałam.
- Co mi chcesz powiedzieć? – Popatrzył na mnie składając meni i kładąc na stole.
- A ty co wiesz o nich?
- Nic ciekawego aby ich podejrzewać o cokolwiek.
- A o Lenie? – Zadrżałam nie wiedziałam co mam powiedzieć nie musiałam się długo zastanawiać. – Wiesz że jest kimś innym za kogo się podaje. – Nie wiedziałam czy mam przytaknąć. – Wiesz że się ukrywa. Na przykład przed kimś takim jak Neit i Ian.
- A co oni mają z tym wspólnego. – Uśmiechnął się mówiąc dalej. – To synowie jednego ze wspólników jej ojca. Nie trzeba być geniuszem co oni tu robią.
- A ty kim jesteś? – Wyprostował się na chwilę jego wzrok powędrował gdzieś indziej jakby zastanawiał się nad odpowiedzią po czym spojrzał na mnie i odpowiedział.
- Mój ojciec jest ojcem chrzestnym Marleny i najlepszym przyjacielem jej ojca. Mieszkałem z matką, nie odwiedzałem ojca, nienawidziłem go za to że nas zostawił. Marleny nie znałem. Kilka miesięcy temu mój ojciec mnie odwiedził. I poprosił mnie o przysługę.
- Jaką?
- Na początku nie chciałem się zgodzić. Czemu miałbym cos dla niego robić? Zapomniał o nas.
- Co to za przysługa?
- Chciał abym miał oko na Marlenę.
- czemu?
- Obawiał się jak widocznie Neita i Iana.
- A czemu sam się nią na zaopiekował?
- Policja zabroniła i takie tam A to że mnie nikt nie znał, byłem przecież zapomnianym synem, kto się by domyślił?
- Czemu się zgodziłeś?
- Sam nie wiem. Chyba myślałem że dzięki temu zbirze się do ojca? Ale to było głupie, nadal minie ignoruje. Jak dzwoni to pyta tylko o nią. – Odruchowo położyłam swoją dłoń na jego, uśmiechnął się. – Domyślam się że bracia chcą się zemścić jakoś na ojcu Leny za to że złapali ich ojca. Obserwuje ich i staram się być blisko niej.
- To dla tego się z nią spotykasz?
- Tak. Jest miła ale nic od niej nie czuje. – spojrzał na mnie a ja zabrałam dłoń, w tym czasie przyszła kelnerka. Resztę wieczoru minęła miło. Źle go oceniłam. Odwiózł mnie do domu ale nie odprowadził mnie do drzwi. Uznaliśmy że to zły pomysł, jeszcze by nas Lena zobaczyła. Gdy podchodziłam do drzwi usłyszałam za sobą.
- I jak było? – Podskoczyłam i upuściłam torebkę. Stał za mną w mroku. Powoli wchodził na schody. Cofnęłam się i wpadłam na drzwi. Ręce mi się trzęsły nie bałam się go ale tak naprawdę nie wiedziałam kim jest to co mi powiedział Connor o nim przerażało mnie. – Przepraszam że cie przestraszyłem. – Nie ruszyłam się nawet na milimetr a on podszedł i oparł ręce o drzwi tak abym nie mogła się uwolnić.
- Co tu robisz?
- Czekałem.
- Na kogo?
- Na ciebie.
- Już ci powiedziałam żeby dał mi spokój. – Ruszyłam się a on położył rękę na moim biodrze, moje całe ciało zadrżało.
- Jak było?
- Wspaniale. – Uśmiechnęłam się.
- Zazdroszczę mu. – Powiedział wciąż patrzył mi w oczy.
- Jemu? A co niby takiego?
- Tego że był z tobą na kolacji. – Zdjął rękę z mojego biodra i położył ją do moim karku a druga sięgnął po mój nadgarstek ściskając go mocno. Ja nie drgnęłam tylko patrzyłam na niego. Powoli jego twarz zbliżał się do mnie wiedziałam co teraz zrobi. Uniosłam nogę i go uderzyłam. Puścił mnie i upadł na podłogę. Nie ruszał się. Zaczęłam się denerwować że cos mu zrobiłam. Przykucnęłam koło niego, miał zamknięte powieki.
- Ian! Ian słyszysz mnie? – Złapałam go za marynarkę.
- Oczywiście że się słyszę. – Otworzył oczy i złapał mnie za ręce i już leżałam na nim, potem przewrócił mnie na ziemię, byłam już pod nim przyciskał mi ręce do ziemi.
- Zwariowałeś!? Puszczaj!
- Martwiłem się.
- Ty się o mnie martwiłeś? Connor w przeciwieństwie do ciebie nie przygwoździł mnie do ziemi.
- Jak byś mnie nie uderzyła to by do tego nie doszło.
- Zasłużyłeś sobie. – Nagle spoważniał i przybliżył się nad de mną.
- Czego on chciał?
- Co cię tak to interesuje?
- Mam powody.
- Wy wszyscy macie jakieś powody! Puść mnie do cholery! – Zaczęłam się wyrywać ale bez skutku.
- Uspokój się.
- Nie uspokoję się do póki mi nie powiesz kim jesteś.
- Nie mogę.
- Kłamca. – Udało mi się go zepchnąć z siebie, biegłam do drzwi ale on złapał mnie za rękę i po chwili stałam przy nim.
- Jesteś walnięta!
- A ty idiotą.
- Kretynka.
- Gnojek. – Nie wiem ile bym wymyślała epitetów jakby jego usta nie znalazły się na moich wargach. W pierwszej chwili chciałam się wyrwać ale potem zatraciłam się w jego pocałunku.


Lena odsunęła go od siebie.
- To jest kiepski pomysł.
- Nie sądzę. – Chciał ją pocałować ale on ponownie się odsunęła opierając się o drzwi. – Lena co jest?
- Przepraszam Danny nie mogę. Ja wyjadę a ty zostaniesz. Nie chce krzywdzić kolejnej osoby.
- A Connor?
- On mnie kocha.
- Co takiego? Upadłaś na głowę?
- Nie mów tak. Nie lubisz go i nie wiem czemu.
- Mam powody.
- Kocham go czy nie to nie jest ważne. Ja po prostu nie chcę skrzywdzić ciebie.
- To myślisz że mnie nie krzywdzisz tym? – Zbliżyła się do niego. Ich czoła dotykały się.
- Nie.
- Głupia jesteś ty moja francuska księżniczko.
- Danny proszę.
- Tak Marlen. – Uśmiechnęła się do niego a on ją pocałował.
. . . . .
Poczułam dotyk na policzkach tak jak mama miała w zwyczaju budzić mnie ale od jej śmierci nikt już mnie nie budził w ten sposób nie świadomie sięgnęłam po dłoń i otworzyłam oczy.
- Connor! – Odepchnęłam jego dłoń a on zaśmiał się.
- Cześć!
- Jak weszłaś do domu i co tu robisz? – Usiadł na fotelu.
- Drzwi były otwarte oczywiście pukałem.
- Czego chcesz?
- Zła jesteś na mnie?
- Jestem zaskoczona. Nie spodziewałam się ciebie u mnie zresztą miałam kiepski dzień. Przestraszyłeś mnie.
- Przepraszam nie miałem tego w zamiarze.
- To o czym chciałeś pogadać chyba że z Ashley.
- Ashley. Nie z nią nie z tobą tak.
- O czym? – Byłam zła na niego miałam ochotę wygarnąć mu że spotyka się z moja siostrą za plecami Daniela i Leny ale nie miałam stu procentowej pewności wiec musiałam milczeć. Przyciągnęłam pościel pod brodę.
- O naszych podejrzliwych braciach.
- Braciach?
- O twym chłopaku i Ianie.
- A. – Nagle sobie przypomniałam że niby z nim współpracuje. Te wszystkie ostanie wydarzenia mnie męczą. Już nie wiem komu mam ufać.
- Popytałem się, poczytałem i mam pewne informacje.
- Wiedz. – Uśmiechnął się czarująco i wstał.
- Nie teraz. – Wyszedł z mojego pokoju a ja wstałam i szybko założyłam szlafrok wybiegając za nim.
- Connor! – Dogoniłam go przy schodach. – Powiedz mi.
- Wieczorem.
- Czemu nie teraz? – Stanął i odwrócił się do mnie a ja o mało na niego nie wpadłam.
- Opowiem ci wszystko przy kolacji.
- Przy kolacji? Nie!
- Nie chcesz wiedzieć o nich? Ja na twoim miejscu chętni bym chciał i tym bardziej że mieszkają koło Leny.
- Co ty wiesz?
- Przyjadę po ciebie o dwudziestej. A i załóż sukienkę.
- Connor! – Otworzył drzwi i spojrzał przez ramie na mnie. – Ktoś do ciebie. – Wyszedł a ja doszłam do drzwi.
- Neit! Co tu robisz?
- A ja mogę zapytać siebie co z nimi robiłaś?
- Rozmawiałam.
- W takim stroju i to o siódmej rano.
- Tak. – Nie dałam za wygrana i złapałam go za marynarkę i zamknęłam za nim drzwi. – Czemu nie przyszedłeś wczoraj?
- Nie mogłem.
- Co ty ukrywasz? Wciąż gdzieś jeździsz, cos załatwiasz niczego mi nie mówisz.
- Ciężko pracuje.
- Rozumiem, jak każdy z nas ma prace i problemy ale ja chce abyś się ze mną nimi dzielił.
- Ana nie mogę.
- Nie możesz czy nie chcesz? Tobie zależy na mnie czy jestem bo jestem? Czasem czuje się że się mną bawisz jakbym była ci do czegoś potrzebna.
- To nie prawda. – Podszedł i wizą moja twarz w dłonie. – To kłamstwo Ana. – Pocałował mnie w czoło i przytulił a ja zaczęłam się zastanawiać co miał na myśli.
. . . . .
- Tori i jak było?
- Alan to cudowny chłopak. Ale gadał o jakieś dziewczynie.
- Gadał o jakieś! Żuć go on jest widocznie zakochany a ty to lekarstwo na jego zranione serce.
- Ale skuteczne lekarstwo.
- Niech ci będzie. Chodźmy.
- Ja nie idę na pierwsze zajęcia jestem nie przygotowana.
- Randkuj częściej to zawsze nie będziesz przygotowana.
- śmieszne.
- Jasne że tak. To na razie. – Julka wyszła z pokoju i odwróciła się na glos chłopaka.
- Cześć Mała.
- Alex! Czego ty chcesz od de mnie?
- Przewiałem się grzecznie a ty na mnie wrzeszczysz.
- Bo to nie w twoim zwyczaju być miły.
- Wiesz że nie osadza się ludzi na początku?
- Tak? – Podeszła od niego. - Z tego co pamiętam to ty mnie osadziłeś pierwszy.
- Julka miałem zły dzień.
- A ja mam dzisiaj. – Odwróciła się i pomachała mu ręką a ona mruknął pod nosem.
- Będzie trudniej niż myślałem.
- Dasz rade. – Spojrzał na uchylone drzwi.
- Bardzo śmieszne. – Założył plecak na ramie i pobiegł za Julką a Tori śmiała się do siebie.


Zadzwonił dzwonek do drzwi. Odłożyłam rękawice kuchenne i zaczęłam biec do drzwi po drodze przejrzałam się w lustrze. Zatrzymałam się przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech, już nie pamiętam, który z kolej tego dnia. Nie zależało mi na tym związku chyba? Musiałam kłamać, aby nie podejrzewał mnie. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam kogoś zupełnie innego. Nie zdarzyłam, co kol wiek powiedzieć, gdy położył mi rękę na ramieniu i delikatnie pchnął do środka, zamknął drzwi i szybko mnie odwrócił plecami do niech, po czym pchnął mnie na nie.
- Chciałam coś powiedzieć, krzyczeć, ale nie mogłam. Przegryzłam tylko dolną wargę. A on zbliżał się do mnie mówiąc.
- Jeśli chcesz mnie powstrzymać, zrób to teraz. – Wyszeptał, a ja milczałam a on przesunął wargi po mojej skroni. – Abo teraz. – Pocałował mnie w policzek. – Albo teraz. – Jego usta znalazły się na moich. – Albo…
Przycisnęłam go do siebie, tak, że reszta jego słów zginęła w jego ustach.
- Nie! – Odepchnęłam go po pewnym czasie od siebie.
- Myślałem, że tego chcesz?
- Nie Ian, Jestem z twoim bratem. – Powód był inny wiedziałam o tym to tylko głupia wymówka. Zbliżył się ponowne do mnie i mnie pocałował jakby mój sprzeciw był dla niego błahostką. Ponownie się podałam. Ale nagle wszystkie moje zmysły wróciły. Znowu go odepchnęłam.
- Wynos się!
- Tego chcesz? – Nie mogłam powiedzieć, że „tak” To było by kłamstwo, ale nie mogłam go dopuścić do serca. Obydwoje staliśmy, po innych stronach barykady. Otworzyłam drzwi.
- Rozumiem. – Uśmiechnął się i podszedł do mnie a ja cofnęłam się. – Nie pocałuje cię. Mój brat a twój chłopak nie przyjdzie. – Uśmiechnął się złośliwie i wyszedł. Zamknęłam za nim drzwi i oparłam się o nie. Powoli czułam jak w oczach zbiera mi się ocean a nogi miałam jak z waty, nie wytrzymałam, upadłam na podłogę.
. . . . . . .
Julka weszła do swojego pokoju.
- Co ca debil!
- O kim mówisz? – Tori wychyliła głowę znad książki.
- O tym nowym.
- A o Alexe hee, co za ciacho.
- Ty jesteś przeciw mnie czy ze mną??? – Tori pochyliła się nad książka. A Julka mruknęła i położyła się na łóżku.
- Dobra. – Zamknęła książkę i cisnęła ją na biurko, Julka spojrzała na nią.
- Co jest?
- Czemu go nie lubisz?
- Nie będę mulic, jaki to debil z setny raz, ale najgorsze jest to, że musze z nimi odegrać role.
- A mówiłam ci żebyś się nie zapisywała na zajęcia teatralne.
- Ale ja lubuję tatr tak jak muzykę. Zresztą ty też chodzisz na zajęcia.
- Tylko do innej grupy i ja chce zostać aktorką a tobie z tego, co pamiętam zaczęło zależeć na muzyce. – Julka uśmiechnęła się do niej. – Mniejsza z tym nie będzie tak źle on powie swój tekst ty swój i tyle. To, co to jest?
- Co? – Julak zmarszczyła brwi.
- Jaki fragment macie zagrać i z jakiej sztuki?
- Najlepiej jak by to była scena zarzynania jakiegoś debila nożem, ale nie nasz kochany nauczyciel musiał nam dać scenę miłosna na balkonie. – Julka wzięła poduszkę i przycisnęła ją do twarzy i zaczęła krzyczeć.
- O matko! To fantastycznie scena na balkonie Romeo i Julia. – Julka spojrzała na nią.
- Ty naprawdę jesteś przeciwko mnie.
- A ty jesteś głupia wiesz ile ludzi na roku dałoby się pociąć za te role?
- Mogę je komuś oddać.
- Walne cię!
- A wal Az stracę przytomność i stwierdza ze się nie nadaje do zagrania Juli.
- Jesteś nie normalna. O przepraszam. – Tori sięgnęła po telefon.
- Kto to? To ten tajemniczy chłopak, o, którym mi nic nie mówisz.
- Tak to Alan.
- Alan? – Julka usiadła na brzegu łóżka.
- Śliczne Imnie, co nie?
- Heee.
- Kochana ty przemyśl swoje zachowanie a ja lecę. Czeka na mnie pod szkołą.
- Mogę go zobaczyć?
- Nie!
- Boisz się, że cię żuci dla mnie.
- Bez obaw on nie gustuje w psychicznie chorych dziewczynka, które nie chcą być Julią.
- Ale ja jestem Julią!
- Pa debilu. – Tori zaśmiała się i wyszła z pokoju nagle wpadła na kogoś. – Oj przepraszam, Alex?
- Cześć.
- Co tu robisz?
- Jest u siebie Julka?
- Chodzi ci o tą kretynkę, która nie chce zagrać u twojego boku?
- Nie chce zagrać?
- Szczerze to ona Cię nie lubi za bardzo.
- To się tak składa, że ja jej też. Gra mi na nerwach.
- Czego chcesz od niej?
- Zależy mi na tej roli a wszytko zależy jak zagramy. Niestety zmiana pantera nie wchodzi w grę.
- I?
- Chce z nią pogadać, aby nie schrzaniła wszystko, bo ją zabije.
- Ma dziewczyna powody, aby cię nie Lubić.
- Nie jestem do lubienia tylko chce się czegoś nauczyć.
- Rozumiem, ale jeśli chcesz, aby wszystko się powiodło musisz być miły.
- Miły? – Zmarszczył czoło.
- Tak miły dla niej. Chcesz czy nie chcesz wiedzieć, ale ona ma talent. To na razie. – Tori minęła go.
. . . . . . .
- Mogę wejść?
- Tak. – Usiadłam na łóżku i przysunęłam kołdrę aż do brody.
- Co jest? Pokłóciłaś się z Neitem. – Ashley usiadła na brzegu łóżka a ja najchętniej przytuliłabym się do niej i powiedziała wszystko.
- Nie mógł przyjść.
- Kretyn. Żuć go.
- Zależy mi na nim.
- Rozumiem, ale postaw mu wszystko na jedna kartę i zapytaj go czy zależy mu na tobie. Ale nie ma sensu cie męczyć.
- Chyba masz racie.
- Jak zawsze zresztą. Zrobię ci kawę to ci na pewno pomoże.
- Dzięki. – Uśmiechnęłam się do niej. Kochałam ją a zarazem nienawidziłam.
. . . . . . .
Dany wyszedł z domu, po drugiej stronie dostrzegł Lenę i Samer.
- Ty! – Krzyknął, dziewczyny spojrzały na niego. – Podbiegł do nich i zaczął krzyczeć. – Upadłaś na głowę!?
- O co Ci chodzi?
- Jeszcze pytasz? Ty naprawdę jesteś taką egoistka czy udajesz?
- Nadal nie rozumiem, o co Ci chodzi?
- Czemu zniknęłaś?
- A o to ci chodzi!? Zresztą, co cie to interesuje? Samer kasz mu się nie wtrącać.
- Nie mam zamiaru, może on ci przemówi do rozumu. Idę do domu.
- Samer! – Lena chciała iść za nią, ale Danny chwycił ją za rękę. – To boli!
- Oszalałaś? Myślałem, że jesteśmy przyjaciółmi. Dobrze wiesz, jaka jest sytuacja.
- Czemu cie to tak obchodzi? Nie powinieneś być teraz z Ashley? – Danny puścił jej.
- Wiesz masz racie. Powinienem wczoraj z nią być a nie jeździć jak głupi po mieście i cię szukać. – Przez chwile milczeli w upatrzeni w siebie. Danny odwrócił się i poszedł do samochodu, Lena stała wpatrzona w niego. Gdy ruszył wybiegła na jezdnię, z piskiem opon zatrzymał się przed nim a ona wsiadła do samochodu mówiąc.
- Przepraszam. Złapała jego marynarkę i jednym ruchem przyciągnęła go do siebie. Danny bez wahania pocałował ją.
-


Nabrałam powietrza w płuca i z całej siły próbowałam wyrzucić myśli dotyczące Iana.
- Wszystko w porządku? Wyglądasz jak byś miała mi tu zwymiotować.
- Martwię się o Lenę.
- Ja też. Jest złośliwa taka Francuska Księżniczka. – Usłyszałam jak zaśmiał się pod nosem. Patrząc na niego, nie wiedziałam w nimi tylko chłopaka, który jest Panem całego świata i może zmienić dziewczyny jak rękawiczki, ale też mojego przyjaciela. Mogłam mu ufać.
- Nie ufam Connorowi.
- O czym ty mówisz!? Ja jak go tylko zobaczyłem wydał mi się podejrzany. Stara się być miły i pomocny, chce, aby go wszyscy polubili, ale ja go nie lubię. – Spojrzał na mnie i dodał. – Nie lubię go.
- A nie przemawia przez ciebie zazdrość?
- Nie znam tego słowa. –Zaśmiałam się a on za mną. Nagle spoważniał, co u niego rzadkość. Odkąd go poznałam zawsze uśmiechał się. Jakby pokazywanie zębów było wpisane w kontrakt muzyczny. – O co chodzi Ana?
- Lena nie powiedziała Ci całej prawdy.
- Jak to?– Próbował na mnie spojrzeć, ale w tym czasie z prawej strony wyjechał samochód i nacisnął hamulec. – Przepraszam.
- To znaczy powiedziała ci prawdę, ale ona sam jej nie zna.
- Nic nie rozumiem już.
- Powiedziała, że jej tata się ukrywa. A Samer pomaga im.
- Tak.
- Prawda jest taka, że on jest w wiezieniu a Samer to nie jest przyjaciółką jej rodziny tylko agentka.
- Co takiego!?
- Uważaj. – Danny odruchowo nacisną hamulec.
- Przejechałbyś psa!
- Mniejsza o to. Mów mi dalej.
- Nie lepiej jak zatrzymasz samochód. Obawiam się twojej jazdy. Ty masz prawko?
- Ana!
- Lena myśli tak jak ci powiedziała. Ale jej ojciec za to, że wsypie swoich kolesi zażądał ochronę dla nich w obawie, że jego znajomi będą chcieli się zemścić.
- Ale już wszyscy siedzą?
- Colin mówi, że jeszcze nie wszyscy.
- A co on ma z tym wspólnego?
- On też jest agentem. – Powiedziałam szepcząc. Nawet nie chciałam myśleć, co mój brat mi zrobi jak się dowie, że zdradziłam jego tajemnice.
- Ty chyba żartujesz!? – Zahamował gwałtownie i skręci na parking.
- Co jest?
- Nie mogę prowadzić jak mi opowiadasz takie rzeczy. – Zatrzymaliśmy się. Danny wysiadł z samochodu i otworzył mi drzwi. Pomyślałam, że nie tylko Neit zna się na manierach. Usiedliśmy przy jednym ze stolików. Kelnerka z uśmiechem zaproponowała nam Lody z makaronem. Na zdjęciu wyglądało jak kluski z lodami. Popatrzyliśmy na siebie z zaciekawieniem i pop rośliśmy po chwili kelnerka przyniosła nam talerze i życzyła smacznego.
- Myślałam, że to makaron. – Powiedziałam podnosząc lody wyciśnięte przez maszynkę do ziemniaków. Spojrzałam na Dannego a on przyglądał się zdjęci, po czym stwierdził.
- Dałbym sobie rękę uciąć, że na zdjęciu to prawdziwy makaron. Ale to nic opowiadaj.
- Skończyłam na tym że mój brat jest gliną.
- I kto by pomyślał. Ashley nigdy słowem nic nie wspomniała.
- Bo ona nie wie ani Julka to znaczy ona chyba coś podejrzewała.
- To Ashley nic nie wie. Czemu?
- Colin nie chciał mówi, twierdzi, że nie chce nas narażać. Lepiej jak mało osób wie.
- W sumie. Chociaż ja bym chciał, aby moja siostra była agentką. – Zaczął się śmiać a ja przerwałam u chwile wyobrażania sobie jak jego siostra biega z bronią w reku.
- Danny ale nikomu nie możesz powiedzieć.
- Wyglądam na takiego, któremu nie można powierzyć tajemnicy?– Nie odpowiedziałam tylko sięgnęłam za łyżkę i zgarnęłam lody. – Więc co dalej? – Powiedział poważnym tonem. Miałam nadzieje, że go nie uraziłam tym.
- Jak mówiłam nie ufam do końca Connorowi. Wydaje mi się, że coś ukrywa. Ale nie…. – Zamilkłam, bo nie potrafiłam wydusić z siebie dalszych oskarżeń.
- Ana. – Spojrzałam na niego i uśmiechnęłam się. Lubiłam go, ale nie musi wszystkiego wiedzieć i tak za dużo mu zdradziła. Wiedź zaczęłam kłamać. – Chodzi mi o to, że nie możemy od razu zakładać, że jest zły, ale wystarczy, że będziemy mu się bacznie przyglądać.
- Masz racie nie możemy dać po sobie poznać że cos podejrzewamy. – Spojrzał na talerz. Lody roztopiły się. – Pójdę zapłacić. – Gdy odszedł zaczęłam żałować, że mu nie powiedziałam o Connorze i Ashley. Powinien wiedzieć. Ale nie chciałam go krzywdzić nie znając całej prawdy i do tego to była moja siostra. Ścisnęłam mocniej brzeg swetra z rozpaczy i wtedy zadzwonił telefon. Spojrzałam na wyświetlacz.
Ana - Co tam?
Alan. – Wrócił! Okazało się ze pojechała do innego miasta na zakupy. Samer już się z nią rozprawia właśnie.
Ana. – dzięki za informacje.
Wrzuciłam telefon do torebki. Do innego miasta? Dziwne.
- Chodźmy . – Danny zawołał mnie.
- Możemy wracać do domu.
- A Lena?
- Jest w domu.
- Ale jej wygarnę.
- Ale nie mów jej że ją szukałam z tobą.
- Nie ma sprawy.
- Mogę cię o cos poprosić?
- Jasne.
- Zabierz Ashley do siebie na nic.
- Nie ma sprawy, ale czemu?
- Colina wyślę do znajomych a ja potrzebuje wolnego domu. – Danny powoli zaczął się uśmiechać.
- Bez takich.
- Przecież nic nie mówię.
- Wystarczy, że patrzysz. Zresztą zaniedbuje chłopaka przez ciebie.
- To, czyli coś do mnie czujesz??
- Zamknij się. – Podszedł do mnie i położył mi rękę na ramieniu i obydwoje poszliśmy do samochodu.
Po drodze wstąpiliśmy jeszcze na zakupy. Gdy dotarłam do domu z pełnymi siatami Danny wszedł.
- O cześć Ana. Jest moja dziewczyna? – Z góry zbiegła Ashley.
- Witaj. – Ucałowała go. Świetnie kłamała. Zresztą tak jak ja czy Colin. Cała nasza rójka miała w genach kłamstwo na szczęście Julka była normalna.
- Zabieram cie księżniczko. – Obydwoje skierowali się do wyjęcia, Danny wychodząc mrugnął do mnie.
Rozpakowałam zakupy i nie wiedziałam, za co mam się zabrać.
Zadzwonił dzwonek do drzwi. Odłożyłam rękawice kuchenne i zaczęłam biec do drzwi po drodze przejrzałam się w lustrze. Zatrzymałam się przed drzwiami i wzięłam głęboki wdech, już nie pamiętam, który z kolej tego dnia. Nie zależało mi na tym związku chyba? Musiałam kłamać, aby nie podejrzewał mnie. Otworzyłam drzwi i zobaczyłam kogoś zupełnie innego. Nie zdarzyłam, co kol wiek powiedzieć, gdy położył mi rękę na ramieniu i delikatnie pchnął do środka, zamknął drzwi i szybko mnie odwrócił plecami do niech, po czym pchnął mnie na nie.